photo goacutelowna_zps9097e7ed.png  photo oblogu_zpsccfd91bf.png  photo omnie_zps2e1d951c.png  photo kontakt_zpse9786ce4.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2013

ślubny czwartek


Floral Concept Store

Zgodnie z zapowiedzią dziś kilka słów o "Ślubnym Czwartku" organizowanym w Krakowie przez abc ślubu. Po pierwsze, żałujcie ci, którzy mogli, a nie przyszli! Inicjatywa bowiem jest naprawdę warta polecenia. Atmosfera nieco domowa i familiarna, zero napuszenia czy oficjalności, które często na takich branżowych spotkaniach można odnaleźć. Po prostu można się poczuć swobodnie. A to przecież ważne jest.

Po drugie, naprawdę było co oglądać. I choć odbyła się tylko jedna prezentacja, przy wystawionych stoiskach można było spędzić naprawdę sporo czasu. Na przykład podziwiając cuda wyczarowane przez panią Bognę z Paper Flower Art. Nie mogłam oderwać oczu! Z innych atrakcji można było sobie strzelić taką - pół żartem, pół serio - fotkę w budce. O taką choćby.

Paper Flower Art

A jeśli chodzi o wspomnianą prezentację, to pani Eva Klimek z Floral Concept Store wprowadziła nas w bajkowy świat florystycznych dekoracji, opowiadając o trendach w minionym i przyszłym roku. Mianowicie mili moi, aktualnie panuje moda na wesela z motywami przewodnimi, dostosowanymi do własnych zainteresowań czy prywatnych doświadczeń, a w bukietach prym wiodą wielokolorowe zestawienia (jak to poniżej), czy też wiązanki w stylu ombre (czyli "cieniowane", jak ten u góry). To tyle w skrócie. 

Ci co mnie znają z mojej dziennikarskiej działalności, ale także tej blogowej, wiedzą, że generalnie krytyki nie szczędzę. A tutaj jakoś nic mi do głowy nie przychodzi. Więc tym bardziej się chwali! Następnym razem na pewno się wybiorę, a i Was zachęcam (były pyszne babeczki z malinami made by Barka Alrina!).

Floral Concept Store


piątek, 27 września 2013

27 możliwości wykorzystania koronki

I jest dwudziestkosiódemka! Tak jak pisałam dziś na facebooku, piątkowy wpis z dzisiaj ukaże się we wtorek (nie wszystko musi być takie, jak się wydaje, że być musi!) - wtedy też info o niespodziance z racji piątku przypadającego na 27 dnia miesiąca. W poniedziałek zaś w ramach wpisów "Co nowego?..." recenzja z krakowskiego "Ślubnego Czwartku".

A teraz kilka fotoimpresji na temat koronki made by me. Interesujące jest to, że choć spędziłam nad nią dobrych kilka godzin, nadal mi się nie znudziła i jednakowo mnie zachwyca! Ale ciekawa jestem, co Wy na to. A więc tradycyjnie zapraszam do dyskusji i pozdrawiam wszystkich komentujących!

Idź do: Impresja nr 1

piątek, 13 września 2013

B jak ... biel

Na facebooku był przed chwilą mały wstęp: bardzo egzotyczne suknie z Izraela. No bo właśnie - suknia ślubna ma być przecież biała! Ale czy zawsze i czy tylko suknia, i czy tylko Panny Młodej? O tym właśnie dziś.

Zacznę od tego, że w dzisiejszej modzie na kolory przewodnie zachwyciła mnie kiedyś całkiem biała stylizacja. Do tego ślub odbywał się w zimie, a Panna Młoda miała czarne włosy... Oczywiście nie twierdzę, że jest to najlepszy sposób na dobranie ślubnych dodatków, bo przecież taki w ogóle nie istnieje! Ale idźmy dalej. 

To, że kobieta idzie do ślubu w białej sukni, jeszcze - na szczęście! - nie stało się przeżytkiem. Białe suknie cieszą się popularnością także na ślubach cywilnych (choć tam już częściej zdarzają się odstępstwa od tej normy). Mówiąc "biała", mam oczywiście na myśli wszelkie odcienie bieli, jak brudna biel, ecry, itd. Pytanie tylko, co kieruje tymi z nas, które wybierają suknie w innym niż biały kolorze?


Białe buty to klasyka, aczkolwiek w tej kwestii już coraz częściej szalejemy. Buty srebrne, złote (nota bene najmodniejsze w sezonie 2014), czy po prostu pastelowe, to jeszcze nic. Dużo bardziej kontrowersyjne są te w żywych kolorach, jak czerwień czy zieleń. I tu uwaga, żeby nie przedobrzyć! (Bo wściekle różowe buty plus wściekle różowe paznokcie to może już być przesada).

źródło

A jeśli chodzi o ubieranie się na biało innych gości, to jest to oficjalnie uznawane za brak znajomości zasad savoir-vivre. Jednak czy sprawa jest naprawdę aż tak poważna? Jako wielbicielka wszelkich zasad oraz wszelkich savoir vivre'ów powiem, że nie wydaje mi się. Ale to oczywiście moja osobista opinia.

A na koniec pytanko: czy podobają Wam się stylizacje z dodatkiem czerni? Ja marzę o tym, by zorganizować kiedyś właśnie biało-czarny ślub, jednakże ostatni krzyk mody jakoś nie powalił mnie na kolana... Zresztą: oceńcie sami.

piątek, 6 września 2013

A jak ... alkohol

Zgodnie z zapowiedzią dziś nowy cykl - Piątkowy Alfabet! Odświeżyłam także - w ramach jesiennych porządków - wpisy poniedziałkowe, choć oprócz nazwy na razie nie zmienia się nic. Chyba że macie jakieś propozycje? No dobrze, przejdźmy do sedna sprawy. Się powiedziało "a"... (hehe).

Ci z Was, którzy mieli tę przyjemność spotkać się ze mną na różnych forach ślubnych, wiedzą, że wódce weselnej stanowczo mówię "nie". Ale nie dlatego, że jestem taka pruderyjna, czy że nie zdarzyło mi się wypić jej na weselu (oj zdarzyło!). Chodzi o to, że wódka czyni z wesela imprezę czysto (hehe) biesiadną, a więc wiąże się ze specyficznym modelem świętowania ("gorzko", "sto lat", "nie pijemy wódki...").

Jeśli komuś to pasuje, to proszę bardzo, jednak wydaje mi się, że czasem nowożeńcy nawet nie wpadną na to, że wesele można zorganizować inaczej. Argumentem koronnym są oczywiście goście. Ale czy gdzieś jest napisane, że obowiązkiem Państwa Młodych jest zapewnienie wystarczającej ilości tego trunku? Nie! Ich jedynym obowiązkiem w świetle prawa jest skonsumowanie związku (hehe), bo inaczej małżeństwo jest nieważne. No.

I nie mówię tu o imprezie bezalkoholowej (o tym za moment), bo przecież nie jedyna wódka alkoholem zowie się! Am I right?! Można przykładowo zorganizować przyjęcie przy samym winie albo ustawić w jednym miejscu jakieś lepsze trunki. Można też zakupić beczkę z piwem albo dojść do porozumienia z obsługą i pozwolić gościom - na własny koszt - zamawiać alkohol z baru. 

Inna sprawa to ilość napojów wyskokowych. Kiedy czytam, jakie ilości przyszli małżonkowie zamawiają, autentycznie się przerażam. Przecież tego nikt nie przepije! I oczywiście, zostają zapasy na długie-długie lata. A czy o to chodzi? (Nie inaczej ma się sprawa z jedzeniem. Gorzej tylko z zapasami...). A przecież jak we wszystkim chodzi tu o zachowanie umiaru!

Wspomniałam także o imprezach bezalkoholowych. Moje wesele takie nie było (za to na stołach stało tylko wino), ale byłam na kilku takich w swoim życiu. Powiem tak: może być super, a może też być do bani. A więc trzeba uważać! Idea jak dla mnie jest świetna, ale naprawdę trzeba ją dobrze przemyśleć i zorganizować na najwyższym poziomie (przyda się dobry DJ!)

To tyle na A. Można było jeszcze pociągnąć temat "Ave Maria"... Ale może innym razem. A co Wy na to?

poniedziałek, 2 września 2013

pomysły na bolerka

Naprawdę idzie jesień! Słoneczko czasem jeszcze przygrzeje, ale tak delikatnie, że na pewno nie wie ono, co to lato. Można się powoli zacząć oddawać melancholii, tworzyć plany i bilanse, no i generalnie uaktywnić refleksyjną stronę swojej natury...

Warto też pomyśleć o zmianie garderoby (o zgrozo, wydaje mi się, że dopiero wczoraj wyciągałam letnie sukienki, w które - nota bene - i tak się nie zmieściłam w tym pociążowym sezonie, hehe), a jesienne panny młode powinny powoli zastanawiać się nad tym, co wdzieją na siebie w chłodny dzień swojego ślubu!

Dlatego wczoraj na profilu facebookowym (zapraszam do polubienia!), zamieściłam pierwszą odsłonę dość nietypowych bolerek, a dziś akurat na portalu Ślub na głowie natrafiłam na przeglądowy artykuł o narzutkach i innych tego typu elementach garderoby. 

Niektóre są naprawdę oryginalne i odważne! Najbardziej ujęły mnie kolorowe kardigany, choć sama pewnie bym się na taki krok nie odważyła. A Wy co sądzicie? Które najbardziej przypadły Wam do gustu? Czekam na komentarze!

PS Dlaczego "Co nowego?..." zamiast "Nie lubię poniedziałków"? Czytaj TU!

piątek, 30 sierpnia 2013

podróż przedślubna (s. 1)

O zdradach już było (odsyłam TU), więc nie o takie "podróże" dziś będzie mi chodziło. Chciałabym raczej poruszyć problem tak zwanego "wyszumienia się" przed ślubem. Ostatnio kilka razy już słyszałam rady facetów o tym, żeby broń boże nie żenić się przed trzydziestką. Co Wy na to, miłe panie?

Słyszymy wokół, że granica wiekowa tych, którzy żenią się i za mąż wychodzą (a już mają dzieci to w ogóle), znacznie przesuwa się w górę. Kiedyś dwudziestki, a teraz trzydziestki mają swoje pierworodne... Oczywiście wiadomo z czego to wynika: najpierw stabilizacja i kariera, a dopiero później tego typu zobowiązania.

Nie mnie to rozstrzygać, ani też przestrzegać, że potem może już być za późno. Jeśli ktoś tak chce - proszę bardzo. Rozumiem te wszystkie potrzeby z potrzebą wyszumienia włącznie (na przykład ja się wyszumiałam i teraz jestem już spokojna i usatysfakcjonowana), natomiast pytanie, które mi się jawi, jest następujące: co z konfliktem interesów?

wtorek, 27 sierpnia 2013

27 elementów niezbędnika panny młodej

Kochani!

W odpowiedzi na zapytania co do braku ostatnich postów spieszę donieść, że tak jak sygnalizowałam na profilu facebookowym (przy okazji gorąco zachęcam do polubienia!), przez ten tydzień się urlopowałam (chrzty, wesela, góry i inne takie), więc dopiero dziś, po tygodniu, Wielki Come Back z Waszą ulubioną - co obserwuję od jakiegoś czasu - dwudziestkosiódemką.

Tym razem podzielę się doświadczeniem, które przyda się zarówno tym z Was, które już nie długo staną na ślubnym kobiercu, jak i tym, które będą pełniły funkcję świadkowych tudzież druhen. Mnie nikt nie chciał słuchać, kiedy mówiłam o białej nitce (tak, Ula, do Ciebie mówię), a potem się w dyrdy do domu jechało suknię podpinać, a co! (nota bene, młode panny, UWAGA NA BURACZKI!)

A zatem zapraszam do zapoznania się z moim niezbędnikiem przedmiotów, tak zwanych "must have". No to już nie przedłużam, bo mrok już cichy zapada... 



piątek, 16 sierpnia 2013

polowanie na druhny (s. 1)

źródło
Po obejrzeniu tego nudnawego filmu, ciekawi mnie tylko jedno: problem z niemile widzianymi gośćmi na weselu. Czy wiesz, że może być tak, że ktoś odmówi przyjścia na wesele, a mimo to się na nim pojawi? Albo czy wiesz, że może być tak, że na weselu zjawi się ktoś, kogo wcale a wcale nie zapraszałaś? Wreszcie czy wiesz, że może być tak, że pojawi się na weselu zupełnie obca osoba?! 

I choć wydaje się, że jest to całkowity absurd i takie rzeczy się nie dzieją, ja Wam mówię: dzieją się i sama byłam świadkiem wszystkich wyżej wymienionych odmian tej sytuacji! Co wtedy zrobić? Jak się zachować? Czy pozwolić, by „czwarta wróżka” zakłóciła nam spokój i zniszczyła radość najważniejszego dnia?

Sama oczywiście mam jeden jedyny pierwszy odruch: wziąć delikwenta za fraki i wyprowadzić za drzwi. Ale czy na pewno chcemy robić wokół tego tyle szumu, czy może jesteśmy w stanie wzbić się o kilka leveli wyżej i znaleźć inne rozwiązanie? Bez względu na wszystko polecam tę drugą opcję – choć sama bym za siebie nie ręczyła... (ten post jest z serii tych autoterapeutycznych!) 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

poniedziałek, 12 sierpnia

Zainspirowana Białymi Inspiracjami (nie ma jak tautologia) chciałabym dziś się wypowiedzieć na temat ciast weselnych. Taką mieliśmy ostatnio z mężem mym rozmowę, że te ciasta zazwyczaj nie nadają się do jedzenia. Ja to w ogóle zanim zjem jakieś, testuję kilka i ostatecznie większość mi zostaje na talerzu...

Podobnie jest z tortami. Najczęściej są one tłuste i bez szczególnego wyrazu. Uczestniczyłam kiedyś w dyskusji na jednym forum na temat niekonwencjonalnych pomysłów na nie. Jedna z forumowiczek dzieliła się swoim marzeniem o cup cake'owym torcie, z którego jednak musiała zrezygnować ze względu na anachronicznie nastawionych teściów... Jaka szkoda!

"Tradition, tradition, tradition!" - śpiewał Skrzypek na Dachu, a my zdajemy się jak te owce po nim powtarzać. Jeszcze rozumiem, że można chcieć mieć tradycyjne ciasta, bo coś tam, ale najczęściej to ta tradycyjność polega na tym jedynie, że one są byle jakie! U nas ciasta upiekli znajomi i były po prostu boskie (bo domowe).

Zresztą, ja tu piszę o ciastach, a przecież tak jest w każdej innej sferze. Młodzi machają ręką, więc w kościele jęczy organista te same pieśni co na niedzielnej sumie, sepleniący ministrant czyta te same czytania co na każdym ślubie, a na weselu marny zespół marnie gra te same "przeboje", co na wszystkich innych weselach.

No i dlaczego?!

piątek, 9 sierpnia 2013

nowożeńcy (s. 1)

źródło
Po pierwsze, jeśli planujecie imprezę do rana (ja odradzam! po co się męczyć? chyba że naprawdę chcecie!), to nie liczcie, że noc a raczej dzień poślubny przyniesie coś wymarzonego i wyjątkowego. Będziecie przemęczeni, najprawdopodobniej zaśniecie obok siebie prawie że w sukni i prawie że w garniturze, a obudzicie się nadal zaspani. Więc właściwie to polecam krótsze imprezy (na przykład takie do północy świetnie się sprawdzają). Ale dziś nie o tym. 

Po drugie, kiedy się już zerwiecie z tego Waszego pierwszego małżeńskiego łoża (najpewniej hotelowego, co jest miłym zwyczajem), to będziecie musieli biec na łeb na szyję, jeśli nie na poprawiny (osobiście nie rozumiem tej instytucji; celem jej jest bowiem najczęściej zaspokojenie potrzeb krewnych, a nie Waszych), to przynajmniej odebrać kwiaty, prezenty, spotkać się z rodzicami, uregulować ostatecznie formalności w restauracji itp. (dlatego im mniej spraw, tym lepiej!). 

Po trzecie, w związku z punktem pierwszym i drugim będziecie zmęczeni, więc o kłótnie nie trudno. Trochę słabo, kiedy niektórzy przyjmują za prawdę słowa: „jaki pierwszy dzień, takie małżeństwo” (bzdura!). Pamiętaj, że wszystkiego dopiero będziecie się uczyć. Teraz właśnie zacznie się Wasze piękne życie (a nie brutalna codzienność), w którym będziecie się poznawać (siebie nawzajem i samych siebie), docierać i dostosowywać do swych potrzeb.


piątek, 2 sierpnia 2013

od wesela do wesela (s. 1)

Wiecie, że jednym z głównych naszych problemów jest – nie, nie chodzi mi o brak pieniędzy! (nota bene przeczytałam ostatnio, że problemy finansowe nigdy nie biorą się z braku pieniędzy, a ze stosunku, jaki do nich mamy...) – dążenie do przesytu? To chyba taka nasza polska przypadłość, że lubimy wszystko robić „za bardzo”. Po to, by udowodnić sobie i innym, że możemy. Nie umiemy odpuszczać.

Zmierzam jednak do tego, o czym pisałam już trochę w tekście „Cztery wesela”. Można jeździć „od wesela do wesela” i w końcu mieć dość tej całej instytucji zwanej ślubem. Uważajmy, żeby nie było, jak w dowcipie z sekatorem czy patelnią i zajączkiem. To pułapka, w którą łatwo można wpaść: masło orzechowe jedzone na śniadanie, obiad i kolację – choć trudno w to uwierzyć – też się może znudzić! 

Ilekroć bowiem rozmawiam z Parami Młodymi, to im bliżej ślubu, tym ich zmęczenie i frustracja sięgają zenitu, tak że na wszystko się już godzą (co jest równoznaczne z położeniem się na mrozie, kiedy nie ma się siły iść dalej). A to przecież powinno być inaczej! Ja byłam waleczna do ostatnich godzin, czego jednak też nie polecam, ale najczęściej wszyscy wymiękają przy pierwszych „schodach”, którymi zazwyczaj są rodzice bądź inni członkowie rodziny ze swoimi wymagania i oczekiwaniami.


niedziela, 28 lipca 2013

27 propozycji prezentów ślubnych

Ponieważ i tutaj upały niebotyczne - mimo wszystko ja i tak preferuję porę suchą, a nie deszczową - borykamy się z pewnymi problemami technicznymi, i dlatego wczorajsza dwudziestkosiódemka ukazuje się dopiero teraz. A skoro już prawie północ, zapraszam od razu na wpis poniedziałkowy, to jest obiecaną recenzję filmu "Wielkie Wesele"! Skąd mam siły, by pisać w taki upał? Nie pytajcie.

O propozycje prezentów prosiło mnie już kilka osób, a ponieważ lubię wychodzić naprzeciw oczekiwaniom czytelników, dziś właśnie będzie o tym. Lista przyda się tym z Was, którzy wybierają się na wesela i nie chcą pójść na łatwiznę, dając kopertę (lub po prostu nie stać Was na nią, bo nie wypada dać pięćdziesięciu złotych, a serwis kawowy w tej cenie w wyjątkowych przypadkach już ujdzie).

Przyda się jednak także nowożeńcom, którzy chcąc uniknąć otrzymania trzech żelazek i ani jednego miksera, zamierzają stworzyć swoje preferencyjne pomysły, by goście mogli je rezerwować. Z doświadczenia powiem, że przyda się osoba do koordynacji takiej listy - wtedy i wy macie niespodziankę, i goście są dobrze poinformowani.

Kończąc te wstępne rozważania, dodam tylko, żebyście nie zamykali się tylko na pieniądze (a już na pewno nie umieszczali żadnych niby-humorystycznych wierszyków na zaproszeniach...), bo otwieranie prezentów to jest naprawdę ogromna-ogromna radość. Dużo większa niż liczenie kasy. I nie bójcie się, kasę i tak dostaniecie, a stworzenie listy prezentów spowoduje jedynie, że otrzymacie i jedno, i drugie. 

No to już, proszę bardzo.
Oto 27 propozycji prezentów ślubnych (s. 1).
A tu recenzja "Wielkiego wesela", czyli poniedziałek 29 lipca (s. 1). 

piątek, 26 lipca 2013

cztery wesela (s. 1)

Nie będzie ani o weselach i pogrzebie, ani o czterech swoich własnych weselach (bo to blog ślubny, w którym rozwodów się nie zakłada, nie planuje i nie bierze pod uwagę), będzie za to o tym, jak pogodzić kilka wesel w tym samym roku, w którym planuje się własne. 

Znacie ten problem? Kolejna para przyjaciół, kolejny ślub i nie kolejny rok, ale właśnie ten sam! Pozostaje opcja z odmawianiem, bo przede wszystkim decydują względy finansowe, logistyczne i oczywiście czasowe, ale nie zawsze chcemy ją zastosować, co jest całkiem naturalne.

Pamiętaj: „lepszy niedosyt niż przesyt”! Możesz jechać na wszystkie wesela, ale pamiętaj, że to Twoje jest „numerem jeden”, i to Twój czas i Twoja kondycja powinny znajdować się na tapecie. Oszczędzaj się! Stresów i tak jest wystarczająco dużo, po co serwować sobie dodatkowe?


poniedziałek, 22 lipca 2013

poniedziałek 22 lipca

Dziś natknęłam się na rozważania o ślubnych przygotowaniach na blogu Bespoke Wedding. Tekst napisany jest z pomysłem i metaforycznie, co się chwali. Teraz jednak chciałabym się rozprawić tylko z wybranymi - wyciągniętymi z kontekstu - frazami, które tam padają.

1. Dokładnie sprawdzajcie, komu powierzacie kierowanie swoim ślubem.

Przede wszystkim nie pozwólcie, by byli to ludzie, którzy chcą odebrać Wam Wasze marzenia, dlatego tak naprawdę kierować ślubem musicie Wy. Nawet jeśli angażujecie konsultantkę czy wszystkim zajmuje się świadkowa, ich rolą powinno być realizowanie WASZYCH pragnień! (pisałam o tym m.in. TU).

2. Nie możecie przesadzać z kąpielami słonecznymi.

To znaczy w ogóle nie możecie przesadzać z dbaniem o wygląd. Na jednym z forum trafiłam nawet na wątek o brideoreksji, czyli nadmiernym odchudzaniu się w związku ze ślubem. Ale przesadą może być także dobieranie zbyt wielu dodatków czy nienaturalne kręcenie włosów! (pisałam o tym m.in. TU).

3. Od tej pory nic złego Wam nie zagrozi. Będziecie bezpieczni.

Czy pamiętacie, by myśleć o ślubie w taki sposób? Nie traktować go jako zagrożenia czy zakończenia okresu wolności i niezależności, ale właśnie jako otwarcie pięknego rozdziału, w którym chaos zostanie zastąpiony przez spokój, a strach przez bezpieczeństwo? (pisałam o tym m.in. TU).

Na koniec jawi się tylko pytanie: kto jest tym wrogiem, który na nas czyha, i któremu mamy stawić czoła?

piątek, 19 lipca 2013

pożyczony narzeczony (s. 1)

Ponieważ sprzeciw budzą we mnie sytuacje wszelkiego rodzaju zdrad - zresztą pisałam już o tym TU - nie będę się rozwodzić (hehe) nad - oczywiście zaczerpniętym z filmu - "pożyczonym" narzeczonym, tylko skupię się na narzeczonym jako takim. Bo tak to już bywa, że przed ślubem skupiamy się raczej na Pannie Młodej, nie zaś na przyszłym Panu Młodym.

To zrozumiałe, bo to wokół nas zawsze więcej się dzieje, my mamy większe wymagania, oczekiwania, marzenia, a mężczyźni najczęściej zgadzają się na wszystko i niewiele tak naprawdę ich obchodzi. A przynajmniej nam się tak wydaje. 

Spróbujmy więc zatrzymać się przez chwilę na jego uczuciach. Bo może to, że macha na wszystko ręką, wynika z tego, że Ty chcesz z kolei wszystko robić „za bardzo”? 


piątek, 12 lipca 2013

ślubne wojny (s. 1)

Rywalizacja. O tak, to lubimy. Nie możemy więc nic robić umiarkowanie i poprawnie – wszystko musi być zrobione najlepiej, a przynajmniej – lepiej. 

Często tu piszę o dążeniu do przesytu (zob. m.in.: tu, tu czy tutaj). O tym, że przesadzamy, i wydaje nam się, że jeśli mamy błyszczący naszyjnik, to równie błyszczące muszą być kolczyki i bransoletka, a jeśli malujemy paznokcie, to koniecznie tak, by nie pozostały niezauważone. I to nie dlatego że malinowy róż to nasz ulubiony kolor, bądź wesele utrzymane będzie w tymże kolorze.

I ciągłe porównywanie. Poprzeczkę ustawiamy tak wysoko, by była wyżej niż u innych, nie zaś tak wysoko, by odpowiadała naszym ideałom. "U nich bawiliśmy się do czwartej, więc u nas to już koniecznie impreza musi potrwać do piątej! Kochanie, wymyśl coś!" 


poniedziałek, 8 lipca 2013

poniedziałek, 8 lipca (s. 1)

Miło mi ogłosić, że osobą, która otrzyma ode mnie kwiatową niespodziankę, tj. 27% bon zniżkowy na usługi florystyczne w pracowni Flower Power, jest... Asia Zareba! Gratuluję! Asiu, proszę zgłoś się do mnie via e-mail. Tym samym kończymy nasz florystyczny tydzień. Wszystkim, którzy do mnie napisali w sprawie "bukietu", serdecznie dziękuję!

A teraz kolejna kwestia. Mianowicie dziś właśnie swą premierę ma internetowy magazyn ślubny Bridelle Style (znacie już zapewne - także ode mnie - blog Bridelle). Cały dzień czekałam, by w końcu się pojawił, i żebym mogła coś o nim napisać, a tu nadal nic! Jestem rozczarowana, choć domyślam się, że winę ponoszą problemy techniczne.

A ponieważ jestem perfekcjonistką oraz wszystko w moim życiu jest zaplanowane, nawet spontaniczność (kiedyś było jej więcej, teraz - jak można się domyślić z trybu życia, który prowadzi młoda matka - mniej), nie wyobrażam sobie zająć się innymi tematami. A więc będę czekać aż pojawi się Bridelle Style i wtedy zamieszczę wpis poniedziałkowy, choćby to miało być we wtorek!

Wytrzymacie?


piątek, 5 lipca 2013

moja dziewczyna wychodzi za mąż (s. 1)

Nadal przypominam o kwiatowej niespodziance, która oczekuje na przekazanie jakiemuś szczęśliwcowi! A skoro o kwiatkach mowa, to dziś o tym, co nazywamy praktyką "z kwiatka na kwiatek...", czyli parę słów o zdradzie. Tak w ogóle bym o tym nie pisała, ale te kwiatki mnie zainspirowały. Z kwiatka na kwiatek i powstaje bukiecik, a to on jest przecież przedmiotem pytania "konkursowego". To tyle o genezie.

Po pierwsze powiem tak. Jeśli ktoś bierze ślub, zakładając, że nigdy nie wiadomo, czy kogoś się nie spotka po drodze, to po prostu wkopuje się na całego i niszczy życie sobie i swojej drugiej połówce. Bo - któryś raz już to powtarzam - branie ślubu ze świadomością, że małżeństwo może nie przetrwać, to hipokryzja.

Po drugie. Jeśli wchodzisz w związek, rozbijając małżeństwo (nie mówię tego do Ciebie, bo nie sądzę, że ktoś z Was mógłby się podjąć czegoś takiego), wiedz, że mężczyzna, który zdradził swoją żonę, zawsze będzie zdolny do zdrady, czyli może zdradzić także tę, dla której zdradził (i również kobieta). To niekończąca się historia i błędne koło.


czwartek, 27 czerwca 2013

27 powodów, dla których warto wziąć ślub


Tak, już późno. Ale mieszczę się w czasie, więc nie trzeba narzekać! Poza tym niniejszym pragnę ogłosić, że od poniedziałku ruszają wpisy poniedziałkowe, a zatem oczekujcie zaległej NIESPODZIANKI! A jako że już prawie piątek, to następny wpis piątkowy dopiero za tydzień. Zatem od lipca ruszamy pełną parą! A teraz pozwólcie... 

Dlaczego ludzie żenią się i za mąż wychodzą? Co nas w tym wszystkim pociąga i co powinno, a co nie powinno być naszą motywacją przy podejmowaniu najważniejszej życiowej decyzji? O tym właśnie dziś. I oczywiście czekam na feedback!

Idź do: 27 powodów, dla których warto wziąć ślub (s. 1)

piątek, 21 czerwca 2013

monsunowe wesele (s. 1)

Monsunowe wesele to znaczy takie, przez które przeszedł tajfun. Tudzież monsun właśnie. Więc będzie trochę o kłótniach i stresie. Bo jeśli myślisz, że w dniu ślubu to już na pewno kłócić się nie będziecie, mimo że kłócicie się standardowo (czyli raczej często), to powiem tak: pewnie się nie uda i kłótnia może Wam się zdarzyć. Może się zdarzyć w dzień ślubu, dzień po ślubie, w miesiąc miodowy, w trakcie wesela, dzień przed ślubem – bo takie jest życie.

A jeśli się nie zdarza to: a) macie niekonfliktowe charaktery i jesteście tak dojrzali, że umiecie rozmawiać i rozwiązywać wszystkie konflikty na tak zwanym wysokim poziomie (zazdroszczę!), b) jesteście jeszcze na takim etapie związku, kiedy kłótnie praktycznie się nie zdarzają, a to znaczy, że może jeszcze za wcześnie na ślub?

Bo o co mi właściwie chodzi? Przecież nie o to, by Was straszyć, Moje Drogie. Chodzi o to, by kiedy się zdarzy sprzeczka, kłótnia, czy nawet awantura, nie wpadać w panikę, nie załamywać się, że przecież miało być tak pięknie, że to Wasz idealny i wymarzony dzień, na który czekałyście latami, a teraz wszystko prysnęło jak bańka mydlana – tylko podejść do tego z dystansem i humorem, jakby nigdy nic.