piątek, 6 września 2013

A jak ... alkohol

Zgodnie z zapowiedzią dziś nowy cykl - Piątkowy Alfabet! Odświeżyłam także - w ramach jesiennych porządków - wpisy poniedziałkowe, choć oprócz nazwy na razie nie zmienia się nic. Chyba że macie jakieś propozycje? No dobrze, przejdźmy do sedna sprawy. Się powiedziało "a"... (hehe).

Ci z Was, którzy mieli tę przyjemność spotkać się ze mną na różnych forach ślubnych, wiedzą, że wódce weselnej stanowczo mówię "nie". Ale nie dlatego, że jestem taka pruderyjna, czy że nie zdarzyło mi się wypić jej na weselu (oj zdarzyło!). Chodzi o to, że wódka czyni z wesela imprezę czysto (hehe) biesiadną, a więc wiąże się ze specyficznym modelem świętowania ("gorzko", "sto lat", "nie pijemy wódki...").

Jeśli komuś to pasuje, to proszę bardzo, jednak wydaje mi się, że czasem nowożeńcy nawet nie wpadną na to, że wesele można zorganizować inaczej. Argumentem koronnym są oczywiście goście. Ale czy gdzieś jest napisane, że obowiązkiem Państwa Młodych jest zapewnienie wystarczającej ilości tego trunku? Nie! Ich jedynym obowiązkiem w świetle prawa jest skonsumowanie związku (hehe), bo inaczej małżeństwo jest nieważne. No.

I nie mówię tu o imprezie bezalkoholowej (o tym za moment), bo przecież nie jedyna wódka alkoholem zowie się! Am I right?! Można przykładowo zorganizować przyjęcie przy samym winie albo ustawić w jednym miejscu jakieś lepsze trunki. Można też zakupić beczkę z piwem albo dojść do porozumienia z obsługą i pozwolić gościom - na własny koszt - zamawiać alkohol z baru. 

Inna sprawa to ilość napojów wyskokowych. Kiedy czytam, jakie ilości przyszli małżonkowie zamawiają, autentycznie się przerażam. Przecież tego nikt nie przepije! I oczywiście, zostają zapasy na długie-długie lata. A czy o to chodzi? (Nie inaczej ma się sprawa z jedzeniem. Gorzej tylko z zapasami...). A przecież jak we wszystkim chodzi tu o zachowanie umiaru!

Wspomniałam także o imprezach bezalkoholowych. Moje wesele takie nie było (za to na stołach stało tylko wino), ale byłam na kilku takich w swoim życiu. Powiem tak: może być super, a może też być do bani. A więc trzeba uważać! Idea jak dla mnie jest świetna, ale naprawdę trzeba ją dobrze przemyśleć i zorganizować na najwyższym poziomie (przyda się dobry DJ!)

To tyle na A. Można było jeszcze pociągnąć temat "Ave Maria"... Ale może innym razem. A co Wy na to?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz