piątek, 20 grudnia 2013

M jak ... małżeństwo

Wczoraj w ramach odpoczynku od świątecznych porządków i w celu wprowadzenia się w odpowiedni świąteczny nastrój oglądnęłam sobie przeciętny filmik świąteczno-ślubny, którego tytułu nie pamiętam (zaraz sprawdzę, ale nie chcę, by mi myśl uleciała).

Ale wspominam o tym dlatego, że pada w tym filmie ("Świąteczna randka" - to ten tytuł) takie zdanie: "Małżeństwo to prezent, który dajemy sobie nawzajem". Pewnie, że ckliwe (jak cały film, choć widziałam gorsze), ale w sumie to przecież też fajne. I prawdziwe. 

Już kiedyś się buntowałam (dziś inaczej) przeciwko temu, że w Internecie ślub równa się wesele i suknia, nie zaś ceremonia zaślubin i wspólne życie. Zapominamy o tym, co najważniejsze. Analogicznie jest właściwie ze Świętami: duch Bożego Narodzenia i magia świąt zastępują Istotę...

Druga historia łączy się z grawerowaniem obrączek. Generalnie zachęcam do tego, by nie grawerować imion czy daty, a coś bardziej spersonalizowanego, coś, co jest dla Was ważne. No i zawsze możecie zrobić tak, jak zrobiliśmy my, czyli wygrawerować sobie coś w tajemnicy przed sobą i spojrzeć na to dopiero w dniu ślubu. Oczywiście o ile lubicie niespodzianki (o czym było ostatnio).

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy idąc z kościoła do naszej zamówionej przed kilkoma dniami sali (więcej tu), zerknęłam na moją obrączkę i zobaczyłam na niej cytat, który miał być wpisany na obrączce męża? Byłam pewna, że jubiler się pomylił! Ale nie. Okazało się, że oboje mamy wpisany dokładnie ten sam cytat, bo sami - nie informując się o tym - tak wybraliśmy. 

To było naprawdę niesamowite. Życzę Wam właśnie takiego zespolenia! (Trochę się tu odsłoniłam emocjonalnie, no ale już trudno, trochę bardziej może mnie poznacie, hehe.) No i pamiętajmy, czego symbolem są obrączki i po co w ogóle je nosimy. Są przeciez niejako świętością (więc można się domyślić, jaki stosunek mam do zastępowania ich przykładowo tatuażami...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz