wtorek, 1 października 2013

D jak ... DJ


źródło

Dziś wtorek, ale wpis piątkowy zgodnie z zapowiedzią właśnie się ukazuje! Miało być D jak Disco-polo, ale jak już wiecie - a przynajmniej "czytelnicy" facebooka - ostatnio popełniłam podobny tekst, który ukazał się na zankyou weddings (gdzie, nie chwaląc się, jestem ślubnym ekspertem), więc będzie D jak DJ. A tak się składa, że dziś Międzynarodowy Dzień Muzyki! W związku z tym niniejszym inicjujemy muzyczny tydzień, z którym wiąże się też obiecana NIESPODZIANKA!

A zatem, moi drodzy, pytanko jest. W których moich blogowych tekstach (dla ułatwienia powiem, że są takie dwa) pada tytuł piosenki "Cudownych rodziców mam"? Poniżej filmik, się można odpowiednio "nastroić". Czas macie do przyszłego czwartku, czyli do 10 października. A nagrodą będzie iście muzyczny suprajsik. 27 procentowy, dodajmy (ciekawe, czy kiedyś zacznę wyrabiać markowe 27% wino?)

Ufff. Chyba wszystko poruszyłam. Trochę tego było. No więc w ramach odstresowania posnujmy dziś refleksję na temat DJ-a. A może raczej tego, czy lepiej DJ, czy lepiej zespół - co myślicie? Bo ja powiem nieco przewrotnie - ani to, ani to (zresztą moja filozofia czytelna jest także w tekście zamieszczonym na zankyou).





Chodzi mi o to, że jestem generalnie przeciwniczką typowo weselnych rozwiązań. Zresztą sami sprawdźcie, co Wam wyskoczy w grafice pod hasłem muzyka na weselu bądź DJ takiż. Zdjęcia kolorowych panów na kolorowych salach. Wszystkie takie same - bardzo charakterystyczne i bardzo - mnie przynajmniej - zniechęcające. 

źródło
A więc, podsumowując, dlaczego jestem przeciwniczką i weselnego DJ, i weselnego zespołu? Bo po pierwsze, wyglądają jak sprzed kilku epok wstecz, po drugie, mają określony repertuar, w którym zawsze muszą znaleźć się te same "weselne" hity, po trzecie - charakteryzują się pewnym typowym sposobem bycia i mówienia (gdybyście słyszeli DJ na weselu, na którym byłam ostatnio - modulacja głosu co najmniej jakby był akwizytorem sprzedającym przez telefon książki o zwierzętach safari...)

A zatem proponuję nie szukać ludzi na co dzień obsługujących wesela, a znaleźć taki zespół, który najczęściej gra po prostu koncerty. Gwarantuję, że muzyka, a także i ogólna oprawa, będą na dużo wyższym poziomie. Przecież na amerykańskich weselach goście bawią się przy muzyce profesjonalnej, a nie przy jakichś kaczuchach, proszę Was. Czy my tak naprawdę nie umiemy?!

źródło


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz