piątek, 12 lipca 2013

ślubne wojny (s. 1)

Rywalizacja. O tak, to lubimy. Nie możemy więc nic robić umiarkowanie i poprawnie – wszystko musi być zrobione najlepiej, a przynajmniej – lepiej. 

Często tu piszę o dążeniu do przesytu (zob. m.in.: tu, tu czy tutaj). O tym, że przesadzamy, i wydaje nam się, że jeśli mamy błyszczący naszyjnik, to równie błyszczące muszą być kolczyki i bransoletka, a jeśli malujemy paznokcie, to koniecznie tak, by nie pozostały niezauważone. I to nie dlatego że malinowy róż to nasz ulubiony kolor, bądź wesele utrzymane będzie w tymże kolorze.

I ciągłe porównywanie. Poprzeczkę ustawiamy tak wysoko, by była wyżej niż u innych, nie zaś tak wysoko, by odpowiadała naszym ideałom. "U nich bawiliśmy się do czwartej, więc u nas to już koniecznie impreza musi potrwać do piątej! Kochanie, wymyśl coś!" 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz