piątek, 19 kwietnia 2013

i tak i nie (s. 1)


Ten post nie będzie łatwy. Ale kto powiedział, że ma być łatwo. Poza tym: lepiej teraz się trochę pomęczyć, niż męczyć się całe życie. Ale do rzeczy. Po angielsku tytuł tego filmu, którego tytuł inspiruje mnie dziś (niestety polecić go nie mogę – wyłączyłam po pół godzinie!), jest jeszcze bardziej wymowny „I do (but I don’t)”.

Abstrahując od fabuły, wyobrażacie sobie taką scenę ze ślubnego kobierca?! Pan młody mówi „chcę”, a myśli coś całkiem przeciwnego? Sytuacja może być też jak najbardziej odwrotna (choć jednak to nadal mężczyźni trudniej godzą się z rolą „męża na całe życie”). To ty mówisz „tak”, myśląc „nie”.

I teraz mały teścik. Lubiłam go przeprowadzać od dziecka, bo pokazywał mi, na ile ktoś jest asertywny, a na ile nie. Czy byłabyś w stanie wycofać się ze swojego ślubu w jego dzień/przeddzień/w jego trakcie? Pamiętam, że ludzie zawsze pytali o okoliczności. A mnie nie one interesowały. Bo ja nie mówię o wycofaniu się, kiedy narzeczony cię zdradził (takich rzeczy nawet nie zakładam), tylko o wycofaniu się, bo nagle poczułaś, że nie jesteś pewna. 

Ale co to znaczy tak naprawdę mieć pewność? I tu bym chciała coś zaznaczyć: wątpliwości można mieć. I powiem więcej, zdarzają się praktycznie każdemu i są całkowicie naturalne. Tylko to są wątpliwości tego typu, czy sobie poradzicie, czy wytrzymacie z Waszymi charakterami, czy będziecie umieli nauczyć się funkcjonować razem a nie osobno itp. Jednak to nie mogą być wątpliwości natury: czy to jest na pewno ta osoba, z którą chcę spędzić resztę życia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz