piątek, 31 stycznia 2014

T jak ... Targi ślubne


źródło
Co prawda powinna być teraz literka "s" (jako doktorantka polonistyki akurat alfabet znam, hehe), ale fejsbukowicze już wiedzą, że pozwoliłam sobie na drobne przesunięcie - w końcu trwa sezon Targów! Potem to już będzie po tak zwanych ptokach. Fejsbukowicze wiedzą także, że na Targi wybrałam się w moim stołecznym mieście Krakowie co się zowie.  

Na początek powiem, że naprawdę duży plus za organizację! Wszystko zapięte na ostatni guzik, brak chaosu - wszyscy chodzą jak w zegarku (czyli z prędkością światła rozdają ulotki, hihi). Tak więc żadnych minusów za obsługę i inne takie okoliczne kwestie, jak parking czy informacja. A to przecież bardzo ważne jest! 

Na targi udałam się wraz z moim mężem i synkiem. Nie muszę tłumaczyć, że wszyscy nas brali za parę przygotowującą się do ślubu! Jeden z wystawców chciał nam wcisnąć nawet ofertę chrzcielną (co mi się całkiem a całkiem nie podobało, gdyż było nachalne), a mąż celowo wszystkim powtarzał śpiewkę: "to ja może przekażę ulotkę żonie", i czekał na pełną skonsternowania minę i nerwowy śmiech po drugiej stronie.  Hehe.


źródło
Inni wystawcy raczej nachalni nie byli, co mi się właśnie podobało. Grzecznie rozdawali ulotki - ale nie wpychali ich na siłę - i zapraszali na stoiska.  A jeśli już o stoiskach mowa, to niestety nie panowała tu jakaś szczególna różnorodność. Oprócz dwóch - o czym za moment - żadne nie wyróżniało się niczym wyjątkowym. Podobnie sytuacja wyglądała z ulotkami i z zespołami muzycznymi, których przegląd odbywał się przez cały dzień...

I tu moja refleksja. Przemysł ślubny w Polsce nadal jest niezwykle mało wymagający. Na weselu wystarczy dobry zespół (co oznacza dla ogółu NIE dobrą muzykę, ale dobrą zabawę), pierwszy taniec i oczepiny. Wesela tematyczne, z motywem przewodnim, kolorowe buty? To nadal niepopularne rozwiązania. A więc jaki pan, taki "targowy" kram. Ale tak jak mówię, to nie wina organizatorów czy nawet dostawców - to nasza wina!


źródło
Wspomniałam, że spodobały mi się dwa stoiska, a były to: Muffinkowe Love i Bukiet Love (wraz z Projekt Ślub). Nie ma jak Love! Niebanalnie udekorowane i oferta też niebanalna. Wniosły prawdziwy powiew świeżości! Podobał mi się też "Sufler Młodej Pary", który każdy z uczestników otrzymywał przy wejściu. Można tam znaleźć tematy, których raczej w ślubnej blogosferze dotychczas nie uświadczyłam! A zatem: polecam! I na Targi Ślubne zwłaszcza w Krakowie, też polecam się wybrać. Mnie było naprawdę miło!

PS Patrząc na to ostatnie zdjęcie, nie sposób nie wspomnieć o konkursie organizowanym przez blog minwedding! Koniecznie tam zajrzyjcie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz