poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ł jak ... łzy


Wróciłam co prawda, ale w miedzy czasie dopadło mnie przeziębienie (zresztą nie mnie samą, jak to bywa - w grupie raźniej, hehe), stąd to milczenie. Czy mimo wszystko nadal chcecie czytać, co mam Wam do powiedzenia, czy moja nieobecność skutecznie Was do tego zniechęciła? Pytam serio i czekam na odpowiedzi w komentarzach!

Na facebooku zapowiadałam, że wpis piątkowy będzie o łzach, za to poniedziałkowego nijak nie mam z czego zrobić, bo do tego potrzebne by mi były trzy sukienki umieszczone na facebooku w ubiegłym tygodniu, a takowych nie było (urlop!). Na pewno będą jednak w tym tygodniu i jeszcze przed Świętami zaprezentuję Wam najnowszy bilans.

Jak to jest więc z tymi łzami? Przystoi płakać na swoim ślubie? Nie wypada? Jest to urocze, czy raczej od tego stronimy, żeby przykładowo nie rozmazać sobie makijażu? Z góry uprzedzam, że nie całkiem wymyślam sobie te pytania: na forach, na których zdarza mi się (ale niestety coraz rzadziej) pojawiać, nie raz trafiałam na wątki w stylu "boję się, że się rozpłaczę".

źródło
Powiem Wam, że nie do końca rozumiem ten strach. Może te z Was, którym towarzyszą podobne lęki, mogą mi pomóc to zrozumieć? Ja jestem z tych osób, co raczej często płaczą (mój mąż powiedzmy oględnie - niekoniecznie, choć jest bardzo bardzo wrażliwy), jednakże na swoim ślubie nie płakałam (płaczę za to na wszystkich innych). Owszem, wzruszyłam się nie raz, ale generalnie przepełniała mnie taka radość, że zagłuszała ona skutecznie łzy, które gdzieś tam się czaiły. 

Jednakże byłam pewna, że płakać będę, i zupełnie nie traktowałam tego jako ujmy. Co więcej, byłam obecna na ślubie, na którym Panu Młodemu trząsł się głos ze wzruszenia - i na pewno nie tracił przez to swojej męskości. Było to po prostu prawdziwe! I właśnie to jest słowo-klucz tego tekstu. Chodzi o Prawdę ("bo Prawda Was wyzwoli", jak mawia Pismo, hehe). 

Nie chodzi o to, by zatrudniać na swój ślub płaczki, by było bardziej podniośle, ani też o to, by wstrzymywać się z okazywaniem uczuć, bo "co ludzie powiedzą". Nie jest też tak, że jeśli się nie rozpłakałaś, to mniej Ci zależy, ani tak, że jak się rozpłakałaś, to oznacza, że wcale się nie cieszysz (choć właściwie warto zapytać siebie o powód łez!). Chodzi raczej o to, by przeżywać tę niezwykłą uroczystość szczerze, całym sobą - i przede wszystkim autentycznie! Zgadzacie się?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz