piątek, 10 stycznia 2014

O jak ... obrączki

Jak wiecie, nie lubię przywoływania prywatnych historii na tym blogu (choć zdarza mi się to - co również wiecie), jednak o obrączkach to już muszę Wam opowiedzieć. Bo mam dwie historie. Pierwsza traktuje o tym, że cuda się zdarzają, a druga - też właściwie mówi o tym samym.

Rok po ślubie mój mąż zgubił obrączkę, kiedy byliśmy na ognisku u rodziny. Po prostu nagle zorientował się, że nie ma jej na palcu i nawet nie wiedział, kiedy mu wypadła... Przeczesaliśmy cały ogród, kuzyni nawet wypożyczyli wykrywacz metalu. Niestety. Przez rok mąż mówił, że "czuje się jak bez ręki".

W końcu postanowiliśmy, że kupimy nową (a powiem w sekrecie, że nie oszczędzaliśmy JEDYNIE na obrączkach - na wszystkim innym aż zanadto!). I kiedy już nawet ustaliliśmy dzień, w który wybierzemy się do sklepu, okazało się, że obrączka się znalazła! Ciocia natknęła się na nią po roku przy wyrzucaniu popiołu z ogniska (specjalne podziękowania dla cioci). Złoto w ogniu wypróbowane!

Druga historia łączy się z grawerowaniem obrączek. Generalnie zachęcam do tego, by nie grawerować imion czy daty, a coś bardziej spersonalizowanego, coś, co jest dla Was ważne. No i zawsze możecie zrobić tak, jak zrobiliśmy my, czyli wygrawerować sobie coś w tajemnicy przed sobą i spojrzeć na to dopiero w dniu ślubu. Oczywiście o ile lubicie niespodzianki (o czym było ostatnio).

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy idąc z kościoła do naszej zamówionej przed kilkoma dniami sali (więcej tu), zerknęłam na moją obrączkę i zobaczyłam na niej cytat, który miał być wpisany na obrączce męża? Byłam pewna, że jubiler się pomylił! Ale nie. Okazało się, że oboje mamy wpisany dokładnie ten sam cytat, bo sami - nie informując się o tym - tak wybraliśmy. 

To było naprawdę niesamowite. Życzę Wam właśnie takiego zespolenia! (Trochę się tu odsłoniłam emocjonalnie, no ale już trudno, trochę bardziej może mnie poznacie, hehe.) No i pamiętajmy, czego symbolem są obrączki i po co w ogóle je nosimy. Są przeciez niejako świętością (więc można się domyślić, jaki stosunek mam do zastępowania ich przykładowo tatuażami...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz