piątek, 24 maja 2013

sposób na teściową (s. 1)


Ostatnio było o ojcu, a więc dziś - jako że Dzień Matki już tuż tuż - o matce, ale tej drugiej, "in law", że tak się wyrażę. No bo powiedzcie mi, dlaczego ten odwieczny stereotypowy konflikt "synowa/zięć - teściowa" wciąż trwa i trwa? Czy nie jest trochę tak, że my go sami napędzamy?

Na szczęście nie mogę tego analizować na podstawie własnego przykładu, bo moja teściowa zawsze mnie bardzo docenia i nie jest też osobą narzucającą swoje zdanie. Owszem, zawsze je wyraża (hehe), ale nie w sposób pretensjonalny i nieznoszący sprzeciwu (Mamo, pozdrawiam!). Natomiast często rozmawiam z Wami i dowiaduję się, że macie problem z teściowymi: że nigdy nie pochwalą, że tylko szukają, co by tu skrytykować, że są nadopiekuńcze wobec Waszych - przyszłych bądź obecnych - mężów...

Może jest tak, że my nieco taką wrogą relację prowokujemy? Może dlatego, że tak się trąbi wszem i wobec o tym, że synowa i teściowa to średnio zgrany duet, my na wstępie tak się nastawiamy i przyjmujemy postawę: „ja się nie dam!”, albo: „tylko spróbuj mi tu rządzić!”? I przez to, że się uprzedzamy, same często przesadzamy?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz