piątek, 4 października 2013

E jak ... elegancja

Co prawda muzyczny tydzień nadal trwa (coś mozolnie Wam idzie przeszukiwanie artykułów!), ale żeby już nie było żadnych zastojów, dziś regularny alfabet piątkowy. Ponieważ nie znalazłam na "e" nic, co by wprost nawiązywało do muzyki, dziś będzie o elegancji, efekcie i co nie co o ekspertach ślubnych. A muzyka niech to wszystko jednoczy, bo ona to właśnie zwykła robić!

Wydaje się, że za wesele eleganckie trzeba sporo zapłacić. I owszem, jest takie niebezpieczeństwo, na przykład gdy organizujecie przyjęcie w zamku, dworku czy na innym Wawelu (w takich miejscach, jak to ostatnie, chyba nikt nie ośmieliłby się tańczyć układu "kaczuch"?!). Jednakże to nie jedyna opcja, bowiem elegancję, klasę i styl ma się po prostu w sobie, i jeśli środków brak na wydanie 10.000 złotych na florystkę (słyszałam ostatnio, że to niższa granica cenowa), wystarczy uruchomić kreatywną stronę swej natury!

Mianowicie choć przyjęcie odbędzie się w mniej wyszukanym miejscu i będzie opierać się o mniej wyszukane menu, jeśli pozbawić je typowo weselnych zabaw czy piosenek (j.w.) czy innych fajerwerków przy torcie czy świniaku (brrr...), może stać się naprawdę eleganckie i efektowne ("e" jak efekt). Oczywiście dla każdego, co innego jest wyznacznikiem klasy, jednakże chyba coś takiego jak obiektywne piękno istnieje? Tak twierdzili filozofowie, a ich słuchać trzeba, a wręcz należy.

weheartit.com

Chcąc bowiem osiągnąć swój zamierzony efekt, nie możemy bać się podążania za własnymi ideałami (nie wiem, czy odsyłać do jakichś moich tekstów, w których o tym piszę, bo obawiam się, że piszę to w każdym...) I może warto zrezygnować z zabawy dla dwustu (w połowie nieznanych) osób trwającej do piątej nad ranem, a zainwestować w elegancki obiad w restauracji czy bankiet do północy z profesjonalnym zespołem o nieweselnym repertuarze?

A zatem da się elegancko i z klasą za niewielkie pieniądze (śmiem mniemać, że dużo więcej wyda się na typowo weselną oprawę niż tę pozbawioną tych wszystkich biesiadnych rarytasików, a opartą na zasadach minimalizmu...) Tylko czasem trzeba dokonać wyboru (który przecież "zawsze masz", hehe) i nie bać się nacisków ze strony rodzinnych - i innych - lobbów. Macie coś do dodania, moi mili?

PS Od dziś jestem już oficjalnym ślubnym "E" jak ekspertem na zankyou. Zatem zapraszam po raz wtóry na ten bogaty w inspiracje portal i zachęcam do zapoznawania się z zamieszczonymi tam artykułami, nie tylko moimi. Ależ skąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz