piątek, 29 listopada 2013

L jak ... lokal

Zacznę od anegdotki, która wydarzyła się naprawdę. Mogę ręczyć za jej prawdziwość, bo przydarzyła się w moim życiu. Rzadko robię takie prywatne wycieczki (nie ja jestem bohaterką tego bloga, ale TY), więc wybaczcie mi ten wyjątek. Ale do rzeczy. Jeśli chodzi o lokal, to my go zarezerwowaliśmy, a nawet znaleźliśmy (a raczej znalazła go moja mama) - uwaga, będzie ostro - tydzień przed ślubem!

A to było tak. Najpierw mieliśmy koncepcję (a raczej - jak się później okazało - miałam ją tylko ja), aby zrobić dwie imprezy: obiad dla starszej generacji i imprezę w klubie dla młodych. Wynikało to z całkowitego braku finansów (ciekawe, od tego czasu minęło już kilka dobrych lat, a ta kwestia jakoś nie uległa u nas poprawie...). Logistycznie miało to wyglądać w ten sposób, że po mszy udajemy się na obiad do restauracji, by później dołączyć do zabawy w klubie.

Tak się jednak ostatecznie nie stało (chociaż opcja - przy dopracowaniu szczegółów - jest godna polecenia), bo moja mama, idąc do cukierni w centrum Krakowa w celu zamówienia torta (dodam tu tylko, że cukiernia nie miała pojęcia o tym, że tort będzie skonsumowany na weselu), natknęła się na świeżo wyremontowany lokal z dużą balową salą i drugą - mniejszą, obiadową. 

Weszła i zapytała o termin 18 lipca 2009 roku. Gospodarze uświadomili mamie, że 2009 rok właśnie trwa, więc zapewne chodzi jej o rok 2010. Mama jednak potwierdziła, że chodzi właśnie o 18 lipca tego roku. Czyli dokładnie za sześć dni. Państwo prawie usiedli. Tak się jednak złożyło, że właśnie skończyli remont, więc nie mieli żadnych rezerwacji. I tak to właśnie znaleźliśmy lokal na nasze wesele.

Uniwersalizując kwestię, nie polecam aż tak hardocorowych opcji, jednakże opowiadam tę historię po to, by bez względu na wszystko nie wpadać w panikę. Oraz nie myśleć, że termin ślubu zawsze powinien bć uzależniony od wolnych terminów weselnych sal.

Bo po pierwsze, sala wcale nie musi być weselna (patrz pierwsza nasza opcja). Po drugie, terminy się zwalniają. Po trzecie, tak naprawdę wszystko może się zdarzyć, i pewnie nawet się zdarzy przed samym ślubem. Ale najważniejsze jest przecież coś innego. No właśnie: CO TAKIEGO???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz